wtorek, 7 sierpnia 2018

249. Rozważania o przyszłości


Uch. Och. Jedna notka na 3 miesiące to chyba teraz już mój standard. Pomijając fakt braku weny, czasu wolnego i w ogóle, chęci do pisania czegokolwiek, w końcu z nieukrywaną dumą prezentuję nowy odcinek perypetii bohaterów tej skromnej powieści ze świata Naruto. I tak, jak to często bywa, poniższy chapter podzielony został na dwie sceny równocześnie rozgrywającej się akcji. Pozdrawiam i enjoy!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Tsunade potarła skronie owalnym ruchem dłoni i na chwilę przymknęła powieki aby umęczone oczy nieco odpoczęły. Nie wiedziała ile czasu minęło, ale na szukaniu odpowiedniego kandydata oraz gorliwych dyskusjach ze swoją asystentką chyba minął jej cały dzień. Rozprostowując plecy spojrzała za okno. Pomarańczowa kula na zachodzie mówiła sama za siebie.
- Już zmierzcha, a ja nic jeszcze nie zrobiłam – pomyślała, po chwili przenosząc spojrzenie na czarnowłosą medyczkę. – Gdyby nie twoja pomoc, Shizune, to nie wiem jakby to wszystko wyglądało. Jesteś nieoceniona…
- Um, Tsunade-sama? Dlaczego tak mi się przyglądasz?
- Co? Ekhm! Bez powodu – odparła Piąta natychmiast odwracając wzrok. – Na chwilę się zamyśliłam.
- I co tam wymyśliłaś, Tsunade?
Obie kobiety w tym momencie usłyszały męski głos dobiegający ich od drzwi przez które wchodził właśnie, jak zawsze uśmiechnięty, białowłosy pustelnik. Piąta nie zareagowała. Zazwyczaj, gdy ten nieco nieokrzesany erotoman się pojawiał, to piersiasta medyczka natychmiast rzucała mu się na szyję krzycząc i szlochając… Lecz tym razem do niczego podobnego nie doszło. Tsunade zmierzyła mężczyznę poważnym spojrzeniem.
- Czego chcesz? – odezwała się nieprzyjaznym tonem. Widać było, że nie była w nastroju do żartów. – To zamknięta dyskusja.
- Brrr… ale zimna – burknął zniesmaczony Jiraiya, po czym przysiadł się do Shizune i odezwał przyciszonym głosem. – Co ją ugryzło?
Asystentka Hokage tymczasem czując na sobie przygniatający wzrok Piątej nieco nerwowo odkaszlnęła, zamknęła trzymane akta odkładając je na bok i zaraz odwzajemniła spojrzenie siedzącego tuż obok pustelnika.
- Tsunade-sama i ja próbujemy osiągnąć tu jakiś rezultat w wyczerpujących poszukiwaniach kandydata do miana Rokudaime Hokage i…
- Tyle to ja już wiem – szybko odezwał się pustelnik zaskakując tym czarnowłosą. – Pytam, czy już kogoś wybrałyście?
- To poufna informacja! – warknęła Godaime.
- Oj, daj spokój, Tsunade. Dobrze wiesz, że nic nikomu nie powiem. Nie myśl, że nie umiem dotrzymać tajemnicy. Przecież mnie znasz! Po za tym gdybym chciał z kimkolwiek plotkować… a nie zamierzam, to wiedz jedno. Nie jestem zdrajcą – mężczyzna podjął próbę obrony. – Mówimy tu o wyborze nowego Hokage, a jak wiemy nie jest to proste zadanie. Dobrze wiem, czym grozi rozmowa o „tym” z kimkolwiek.
Gestykulując pustelnik ruchem dłoni w koło własnej szyi pokazał wieszanie na szubienicy, co obserwującej go Tsunade miało dać do myślenia. Kobieta w odpowiedzi nadęła policzki, jakby próbowała wstrzymać oddech, lecz zaraz jednak wypuściła powietrze ciężko wzdychając. Rozparła się w fotelu, oparła łokcie o podłokietniki złączając przed sobą dłonie i oparła czoło o opuszki palców. Trwała tak kilka dobrych minut, aż w końcu ponownie podniosła głowę i utkwiła stal orzechowych oczu w osobie Ero-sannina.
- W porządku, Jiraija, możesz zostać.
- Ha! Wiedziałem, że podejmiesz właściwą decyzję, Tsunade – ucieszył się białowłosy i zatarł ręce. – To teraz powiedzcie, kogo wytypowałyście. Hm?
- No dobra. Jeśli mówimy tu o konkretnych osobach, to mój wybór pada na Hatake Kakashi – zaczęła Piąta. – Dobry z niego człowiek. Pełen empatii i powściągliwości. Świetny shinobi. Zdolny nauczyciel, choć jego ostatnia drużyna się rozpadła, to nie umniejsza to jego zasług w obronie społeczności i suwerenności Konoha-Gakure no Sato.
- Jasne. To jeden. Kto następny?
- Ja stawiam na Nara Shikamaru – odparła Shizune. – Po mimo dość młodego wieku wykazuje się większym zrozumieniem dla problemów tego świata, niż większość starszych shinobi Konoha. Przez to też zawsze uważany był za geniusza. I tak właśnie jest. Bardzo asertywny z niego ninja. Znakomity strateg. Również pełen empatii i powściągliwości. Po swoim mistrzu odziedziczył Wolę Ognia. Ze śmiertelną powagą podchodzący do stawianych przed nim zadań. Poważany i szanowany przez wszystkich naszych shinobi moim skromnym zdaniem sprawdziłby się na stanowisku Rokudaime Hokage.
- Mhm. To drugi. Macie kogoś jeszcze?
- Cóż… Po porównaniu wszystkich akt osobowych, z rocznika Shikamaru do miana Hokage nadawałby się jeszcze Uchiha Sasuke i Haruno Sakura oraz nieco młodszy, wnuczek Sandaime-sama, Sarutobi Konohamaru – wyliczyła czarnowłosa.
- Sasuke odpada – zaoponowała Tsunade. – Zdradził wioskę i był jej ciernią w oku zbyt długo, aby teraz po wybaczeniu win posadzić go na stołku Hokage. Może za kilka lub kilkanaście lat, gdy dostatecznie odkupi swoje winy i zyska odpowiednio dużo szacunku i zaufania do swojej osoby. Sakura natomiast… – kobieta przygryzła wargę. – Z tą dziewczyną miałam ostatnimi czasy same problemy. Może nie powinnam winić jej za jej miłość do Naruto, to jednak nie zmienia to faktu, że właśnie dla niego opuściła wioskę czym przekreśliła swoje szanse w próbach ubiegania się o moją posadę. Przyznaję, gdy jeszcze ją uczyłam byłam pełna nadziei, że może kiedyś to nastąpi i nie będziemy musieli teraz nikogo… wybierać. Co zaś tyczy się wnuczka Hiruzena… – Tsunade ponownie przerwała swój monolog, wstała z zajmowanego miejsca przy biurku i podeszła do okna by spojrzeć na panoramę zasypiającej wioski. – Z całym szacunkiem dla pamięci Trzeciego, powiedzmy sobie szczerze, ten dzieciak jeszcze jest za młody i mało doświadczony, aby myśleć o wyborze go na Szóstego Hokage.
- No dobrze – Shizune postanowiła coś jeszcze dodać. Nie była pewna reakcji swojej mentorki, ale po namyśle stwierdziła, że bez ryzyka nie ma zabawy. – Skoro przekreślamy Sasuke, to może jego starszy brat by się nadawał?
- Uchiha Itachi? – Godaime zamyśliła się. – Tak. Gdyby zastanowić się nad tym dogłębniej, to ten shinobi w zasadzie spełnia wszystkie wymogi potrzebne do stania się nowym Hokage. Po mimo burzliwej przeszłości dobry z niego człowiek. Geniusz. Znakomity i wszechstronny shinobi. Przedstawiciel jednego z najstarszych rodów w Konoha oraz jeden z dwóch ostatnich żyjących przedstawicieli. Jest tylko jeden malutki, tyci, tyci problem.
- Jaki? – spytała przysłuchująca się czarnowłosa.
- Zaraz po rekonstrukcji ramienia Itachi przyszedł do mnie i oddał mi swoją opaskę shinobi Konoha. Stwierdził, że na walczył się już dostatecznie w swoim życiu i chce odpocząć, a wychodząc dodał, że teraz musi zając się odbudową klanu Uchiha.
- Zrezygnował?? Nie do wiary…
- Ano, zrezygnował, a z tego, co mi wiadomo, cywilom nie przysługuje prawo do ubiegania się o kandydaturę na stanowisko Hokage Konoha-Gakure no Sato.
- A co z moim uczniem? – wtrącił Jiraija. – Dlaczego w tym zestawieniu nie widzę nazwiska Uzumaki Naruto?
* * *
Wychodząc na powietrze do nozdrzy różowo-włosej medyczki momentalnie wdarł się ostry, mroźny szkwał, jaki panował tego dnia na ciasnych uliczkach śnieżnej wioski. Przez odsłonięty kark i lędźwia przedarł się lodowaty dreszcz, który na kilka sekund obezwładnił dziewczynę, ale także sprawił, że naraz mocno opatuliła się grubym płaszczem, który zabrała ze sobą.
- Brrr! Ale ziąb! – przemknęło jej przez myśl, gdy mrużyła oczy pod gwałtownym opadem śnieżnego puchu. – Jakim cudem Naruto-kun tak lekko znosi te warunki pogodowe??
Kunoichi już nie jednokrotnie zadawała sobie podobne pytania i jak dotąd, gdy odpowiedź wreszcie się jej ukazywała, to za każdym razem czuła swoisty wstyd, że wcześniej o tym nie pomyślała. Tak było i tym razem. Gdy po przebyciu połowy drogi prowadzącej od miejsca ich zakwaterowania do nowo wybudowanego Dojō przy miejscowych koszarach, do głowy przyszło Haruno tylko jedno wytłumaczenie. Działo się tak za sprawą obecności Kyuubi no Kitsune w duszy blondyna. Chakra lisiego demona ogrzewała komórki jego ciała sprawiając, że nie odczuwał skutków ubocznych nadmiernego wychłodzenia.
Jakże ona w takich momentach mu tej zdolności zazdrościła. Sakura przygryzła dolną wargę nie zwalniając kroku. Nigdy tak poważniej się nad tym nie zastanawiała i nigdy nie zazdrościła Naruto losu, jaki zafundował mu jego własny ojciec, ale… Choćby tylko na chwilę. Jedną godzinę, minutę lub nawet sekundę chciałaby poczuć, jak to jest mieć w swojej duszy… inną świadomość. Poczuć obecność kogoś jeszcze, lecz jak wiedziała, coś takiego nigdy, ale to przenigdy nie nastąpi. Dziewczyna zaśmiała się gorzko, gdy nagle usłyszała odgłosy walki. Dochodziły z miejsca do którego akurat zmierzała, a że była już bardzo blisko Dojō, wkrótce jej uszu doszła też ostra wymiana zdań.
- Kim, do diabła jesteś i skąd masz moją maskę Kitsune!?
- Twoją maskę!? Ha, ha, nie doczekanie!
Potem nastąpił okrzyk bojowy i ostry zgrzyt zderzenia się dwóch kawałków metalu. Zaalarmowana Sakura nie zwlekała dłużej i przyspieszyła kroku, przechodząc zaraz do biegu, gdy naglę południową ścianę koszarowej sali treningowej ktoś z impetem przebił. Oszołomione zwłoki przeleciały nad ulicą i z ciężkim jęknięciem wbiły się plecami w budynek stojący naprzeciwko. Przez nasilającą się zamieć, pośród gruzowiska Haruno dostrzegła blond czuprynę i zmartwiła się.
Naruto chyba mocno oberwał.
- Ten koleś zaczyna działać mi na nerwy – pomyślał właśnie jinchuuriki z trudem wstając na nogi po otrzymanym ciosie. – Kurama, czy powinienem zmienić moją taktykę?
- To dobry pomysł – odpowiedział mu lis. – Chyba, jak dotąd, twój najlepszy.
- Ha. Ha. Ha… Bardzo zabawne…
- No, co? Mówię poważnie! Zamiast próbować dowiedzieć się, kim on jest, weź że się w garść i pokaż wreszcie, kto tu rządzi!
- Czy naprawdę muszę?
- A jak myślisz?
Uzumaki niczego więcej już nie dodał. Czując przypływ nowych sił zawiązał kilka pieczęci i przywołał dwóch Zbrojnych, którym zaraz wydał rozkaz kontrataku. Samurajowie w odpowiedzi ukłonili się z szacunkiem swojemu dowódcy, po czym jednocześnie wyciągnęli miecze i ruszyli do natarcia we wskazanym kierunku. Kiedy i on pochwycił w dłoń swoją katanę z zamiarem powrotu do walki w tej właśnie chwili zjawiła się przy nim różowo-włosa dwudziestolatka.
- Naruto! Nic Ci nie jest? – spytała z troską.
- O, witam cię gorąco, Sakura-chan – chłopak odwzajemnił posłany mu uśmiech, po czym delikatnie się pochylił i bez ostrzeżenia pocałował ukochaną prosto w usta.
Gdyby nie fakt, że stali na środku zrujnowanej uliczki i zapewne byli w tej właśnie chwili bacznie obserwowani, to zarumieniona medyczka z pełną satysfakcją oddałaby się tak przyjemnej czynności, jak całowanie się, lecz nie zrobiła tego. Oddała jedynie całusa i zaraz odsunęła się by przyjrzeć się blondynowi z uwagą. Ubrany był w czarny, standardowy strój shinobi kraju Ognia z ciemno-zieloną kamizelką zakrywającą pierś. Na plecach po skosie przyczepioną miał pochwę na katanę, którą akurat dzierżył w prawej dłoni, na biodrze zaś uczepioną miał beżową torbę na shurikeny i inne przydatne w walce przedmioty. Od całej osoby biła siła i niezachwiana pewność siebie co dodatkowo potęgowało wrażenie zaprawionego w boju wojownika.
- Sakura-chan, dlaczego tak mi się przyglądasz? – ze świata marzeń przywołał ją jego głos. Był pełen ciepła i… nieskrywanej ciekawości.
- Bez powodu – odparła natychmiast. – Po prostu ponownie utrwalam sobie w pamięci twój obraz.
- Mój obraz?
Zdziwił się Uzumaki i nim uzyskał odpowiedź na swoje zapytanie z wnętrza na wpół zrujnowanego Dojō dobiegł ich odgłos zetknięcia się dwóch ostrzy, po czym nastąpiła eksplozja i przez otwór w ścianie wyleciał jeden z posłanych Zbrojnych. Upiorny przeleciał kilka metrów nad ich głowami i z pełnym impetem wbił się w ścianę tego samego budynku, który kilka minut wcześniej uszkodził Naruto. Po tym ciosie, drewniana konstrukcja jęknęła żałośnie i zaraz zawaliła się wprost na zwłoki w samurajskiej zbroi. Blondyn nie wierzył własnym oczom. Właśnie dowiedział się, że jego przeciwnik nie był zwykłym shinobi. Że ten – ANBU Kitsune, jak sam się określił ów ninja – nie tylko był oszustem, ale i kimś, kto potrafił oprzeć się atakowi żołnierzy Upiornej Armii.
Słysząc jakiś rumor za plecami, jinchuuriki odwrócił się w tamtą stronę i został uderzony nadlatującym drugim Upiornym. Nim jednak to nastąpiło, a wydarzyło się to w ułamku sekundy, odepchnął Haruno w wyniku czego dziewczyna runęła plecami w zaspę śniegu unikając ciosu w głowę bezwładnym ciałem. Powalony i lekko oszołomiony Naruto poczuł jak wzbiera w nim frustracja. Przez dłuższą chwilę leżał na ziemi i wdychał jej zapach zastanawiając się nad kolejnym ruchem.
- Kami-sama! Naruto! – usłyszał wystraszony krzyk Sakury, która po chwili uklękła przy nim naraz zabierając się do sprawdzania, czy nie odniósł żadnych obrażeń. Gdy takowych nie znalazła odwróciła go na plecy, aby zapewne spojrzeć mu w oczy. Kiedy to zrobiła dostrzegł, że nie spodobało się jej to, co zobaczyła. A zobaczyła parę krwiście-czerwonych spojówek o wąskich pionowych źrenicach, niczym u lisa. Choć widziała je już nie raz, to i tak za każdym razem przez jej twarz przebiegał cień strachu.
- Sakura, wiem że nie podoba Ci się to, co teraz oglądasz, ale wiedz, że nie korzystam z chakry Kyuubiego, aby Cię straszyć czy coś w ten deseń – blondyn usiadł na ziemi i odwzajemnił jej spojrzenie.
- Wiem – odparła spuszczając wzrok na swoje kolana. – Ja tylko…
Urwała czując jak chłopak obejmuje ją ramieniem i delikatnie do siebie przytula, zapewne w celu przekazania jej swojego wsparcia. Trwali tak w zwarciu dłuższą chwilę i medyczka nie czuła nic, po za przepełniającym ją ciepłem i spokojem ducha.
- Ha, ha, ha! Oto i dwa tulące się do siebie gołąbeczki! – nagle usłyszeli radosny krzyk i jak na komendę oderwali się od siebie wstając na równe nogi. – No, co jest!? A gdzie buzi, buzi??
- Chciałbyś, co!? – odkrzyknęła Haruno.
- Sakura-chan? Co ty…? – blondyn zobaczył, jak stojąca obok kunoichi ściąga z ramion płaszcz, po czym sięga do toby uczepionej biodra. Po chwili wyjęła z niej parę skórzanych rękawiczek. Gdy już je ubrała, złączyła dłonie przed sobą chwytając prawą ręką za lewą zaciśniętą w pięść i odwzajemniła jego demoniczne spojrzenie.
 - Choć, Naruto… Załatwimy tego drania razem.



TO BE CONTINUED…



~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Wielki
„Naruto” and its characters belong to Masashi Kishimoto

7 komentarzy:

  1. Dzisiaj dopiero zauważyłem rozdział i mocno mnie to zaskoczyło. Zwykle nie mam takiej obsuwy. Oceniając: rozdział na plus, ciekawe dialogi, czuć klimat i osobowość przedstawionych postaci. Jednym słowem: Ekstra! Pozostaje mi już tylko sobie zapisać w kalendarzu, kiedy planowany jest kolejny rozdział.
    Powodzenia i weny życzę oraz siły do pozostania z nami! Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, hej, hej,
    trzy miesiące to lepiej niż pół roku, prawda?
    no właśnie czemu Tsunade nie bierze pod uwagę Naruto? jeśli chodzi o to, że odszedł to i Sakury nie powinna brać pod uwage... wielka szkoda, że Itachi zrezygnował z bycia shinobi... tak się zastanawiam kim jest ten gość, bo nawet z upiorną armią sobie poradził... może to głupie ale tak pomyślałam o tym, że może to sam Minato, albo ktoś z rodziny Naruto od strony matki czy też ojca ;)
    ok, drogi autorze nie wiem jak funkcjonuje to zatwierdzenie komentarza, ale no właśnie nie ma mojego pod poprzednim, jak i tych z początkowych rozdziałów, które właśnie czytać jestem bodajże gdzieś około dwudziestego teraz...
    Multum weny, sporo pomysłów i chęci życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Basiu. Z całego serca dziękuję Ci za twe wsparcie i przepraszam. Przez ogrom obowiązków w życiu codziennym zwyczajnie przestałem zaglądać do zakładki "komentarze do moderacji" gdzie cierpliwie czekały wszystkie twoje "wypociny" :), jak i innych czytelników. Od teraz będę tam częściej zaglądał ^^

      Pozdrawiam,
      Wielki

      Usuń
  3. Trochę krótki ten rozdział ale to nic, ważne że dalej piszesz 😁 Czekam na kolejny rodxial, pozdrowienia 😸

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam całość i to jedno z najlepszych opo jakie miałam okazję poznać :)
    Czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ktoś wie, kiedy pokaże się kontynuacja?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń