Czyżby napisanie nowej
notki tym razem zajęło mi nieco ponad miesiąc? Jak poniższa notka pokazuje wena
dopisała. Szkoda tylko, że w wakacje prawie nikt „mnie” nie komentuje. Człowiek
zaczyna się zastanawiać, jaki jest sens w tym, co tu tworzy, ale jeszcze się
nie poddałem. Wiem, wiem, przynudzam… tak więc zapraszam do lektury i enjoy!
<<< Rozdział ukazał się 15 sierpnia
2016 roku >>>
- Hokage-sama o niczym nie wie,
co? Ciekawe.
Kakashi przyglądał się stojącej
przed nim dziewczynie z nieodpartym wrażeniem, że ta coś przed nim ukrywała. Dlaczego
nikomu nic nie powiedziała o swoich planach? Dokąd zamierzała się udać po
opuszczeniu wioski? Tego typu i wiele podobnych pytań naraz zalały umysł
mężczyzny.
- I czemu nie możesz
powiedzieć, dlaczego chcesz odejść z wioski? Czego się boisz?
- Zadajesz strasznie dużo
pytań, Sensei. – Burknęła Sakura zniecierpliwionym tonem jednocześnie sięgając
ręką do torby uczepionej jej lewego biodra, tak, że mężczyzna niczego nie
dostrzegł. – I, Sensei, przepraszam.
- Hę? Niby za co?
Zdziwił się jounin, lecz
medyczka nic więcej już nie powiedziała, a jedynie rzuciła pod nogi dwie różowe
kuleczki, które w zetknięciu z ziemią eksplodowały duszącą chmurą. Oszołomiony szarowłosy
szybko odkaszlnął, co Sakura wykorzystała na ucieczkę na dach pobliskiego
domostwa. Hatake chciał ruszyć za nią w pogoń, lecz kilka wdechów trującego
gazu wystarczyło, by po kilku sekundach poczuł ogromną senność. Kiedy upadał na
ziemie, przez myśl przeszło mu, że oto właśnie został przechytrzony przez swoją
byłą uczennicę.
Haruno obejrzała się za siebie.
Kakashi leżał obezwładniony,
nieprzytomny na środku ulicy i wyglądał tak spokojnie. Bezbronnie. Wiedziała,
że źle zrobiła przeprowadzając ten atak, ale przecież nie miała innego wyjścia,
nie? Jak inaczej mogła uniknąć odpowiadania na postawione przez jounina pytania?
Niby mogła jakoś go spławić czy też coś wymyślić innego, ale nie miała na to czasu.
Spoglądając w gwieździste niebo domyślała się, że i tak była już sporo
spóźniona. Choć tak naprawdę to nie wiedziała, jak bardzo i czy jest sens dalej
iść w stronę południowej bramy wioski. Naruto powiedział – „Jeśli zdecydujesz
się ze mną ruszyć, to przyjdź pod południową bramę o północy.” – Sakura cicho
się zaśmiała na wspomnienie tych słów, bowiem wiedziała, dlaczego blondyn
powiedział to jedno zdanie patrząc jej prosto w oczy i trzymając ją za obie
dłonie. On również wiedział, jak z nią rozmawiać. I właśnie ta umiejętność
zawsze wygrywała z jej uczuciami oraz zdrowym rozsądkiem. Kochała go i on
dobrze o tym wiedział. Tylko teraz… gdy przemyślała wszystkie za i przeciw,
wszystkie możliwe scenariusze i konsekwencje, i wreszcie podjęła chyba
najważniejszą w swoim życiu decyzję …stojąc na dachu jakiegoś domu w środku
nocy w samym centrum Konoha Gakure no Sato w stroju Kunoichi z plecakiem na
ramieniu poczuła wątpliwości. A wszystko za sprawą spotkania po drodze swojego
byłego sensei. Dlaczego? Dlaczego musiała go spotkać? I dlaczego właśnie na nim
musiała przetestować swoją nową recepturę?
Haruno raz jeszcze obejrzała
się na leżącego bez przytomności Hatake. Patrzyła na niego i wahała się
delikatnie przygryzając dolną wargę. Iść dalej ku nowej przygodzie czy zawrócić
i zachować się, jak na medyka przystało? Zostawić czy udzielić pomocy?
Dziewczyna zaklęła pod nosem,
poprawiła uwieszenie plecaka na ramieniu i odbiła się od dachu przeskakują na
kolejny, i kolejny coraz bardziej oddalając się. Przegoniwszy czarne myśli
wkrótce oczyściła umysł i w pełni skupiła się na bieżącym zadaniu.
Była już naprawdę spóźniona.
Otaczający ją chłód nocy oraz oświetlający drogę księżyc najlepiej o tym
świadczyły. Zaczynała się obawiać, że Naruto nie doczekawszy się jej przyjścia
o umówionej godzinie opuścił wioskę bez niej, ale nie zatrzymała się. Skakała
dalej i wierzyła, a przynajmniej ciągle próbowała wierzyć w swoje… szczęście. W
to parszywe, znienawidzone, wyklęte…
- Tak też myślałam, że tu cię
znajdę Uzumaki Naruto. – To był głos Tsunade.
Sakura zorientowała się, że
była już na dachu ostatniego domu wybudowanego w okolicy południowej bramy
wioski. Ukryła się więc w cieniu komina, zakończyła wszystkie rozmyślania i
postanowiła zaczekać na rozwój sytuacji, która z minuty na minutę tylko się
zagęszczała.
* * *
Naruto czekał w umówionym
miejscu już od kilku godzin i jego cierpliwość była na wyczerpaniu, choć wciąż
powstrzymywał się przed samotną podróżą. Robiło się coraz chłodniej. Noce o tej
porze roku bywały już naprawdę zimne, ale to mu w ogóle nie przeszkadzało.
Dzięki krążącej po jego ciele chakrze lisiego demona zapewnione miał swego
rodzaju naturalne ogrzewanie. Martwił się jednak o Sakurę. Dziewczyna nie miała
podobnej wewnętrznej ochrony, a w miejscu do którego zamierzał ją zabrać noce
bywały dziesięciokrotnie zimniejszej niż w Konoha. To jednak nie było żądną
przeszkodą, ponieważ znał doskonałe rozwiązanie, tylko… gdzie ona była, do stu piorunów!?
Dlaczego jeszcze się nie pojawiła? Może jednak nie przyjdzie? Choć Naruto nie
wiedział, co wybranka jego serca postanowiła, to miał cichą nadzieję, że
kunoichi podejmie właściwą decyzję i za kilka minut się pojawi…
- Tak też myślałam, że tu cię
znajdę Uzumaki Naruto.
Blondyn odwrócił się słysząc
swoje imię i tylko zmarszczył brwi widząc stojącą kilkanaście metrów od niego
Tsunade w obstawie dwóch członków elitarnych służb ANBU. Ubrana w płaszcz i
kapelusz Hokage, kobieta wyglądała naprawdę poważnie i groźnie za razem. I
chyba była z czegoś niezadowolona, choć jej zachowanie wobec niego nie było
niczym nowym. Blondyn skrzyżował ramiona na piersi i na wszelki wypadek uwolnił
nieco chakry demona, co zmieniło wygląd jego oczu. Zabieg ten dał również inny
efekt. Stojący za medyczką ANBU wyprostowali plecy jeszcze bardziej się
napinając. Tsunade tym czasem stała niewzruszona i kontynuowała swój monolog.
- Oj, Naruto, Naruto… Gdybym
Cię nie znała, to powiedziałabym, że jesteś chyba najbardziej nieprzewidywalnym
i nieodpowiedzialnym shinobi w historii. To, co pokazałeś dziś w szpitalu było
niesamowite, jak i skrajnie lekkomyślne. Czy ty zdajesz sobie sprawę, jakie
problemy mogły wyniknąć, gdyby Kyuubi się uwolnił?? Wciąż też nie mogę
uwierzyć, że to zrobiłeś. Zerwanie pieczęci Yondaime było…
- Właściwym posunięciem. –
Wtrącił Naruto.
- Co? Co powiedziałeś!?
- To, co usłyszałaś,
Hokage-sama. – Blondyn uśmiechnął się, lecz był to jeden z tych uśmiechów,
jakim chłopak obdarzał swoich wrogów. Grymas pełen złośliwości i wredności.
Tsunade tym czasem przestała ukrywać swoje zdenerwowanie. Było po niej widać,
że jeszcze trochę, a straci kontrolę nad nerwami.
- Otóż nie, młody człowieku. –
Warknęła grobowym tonem. – Żaden Jinchuuriki nie żyje wyłącznie dla siebie.
Waszym zadaniem i obowiązkiem jest utrzymywać równowagę pomiędzy krajami.
Jesteście siłą waszych wiosek! Dla wszystkich jesteście kimś wyjątkowym i nie
możecie robić tego, co wam się ŻYWNIE PODOBA!!!
Wrzasnęła kobieta, że obserwującej
tą scenę Sakurze przeszedł po plecach lodowaty dreszcz.
- Skończyłaś? – Uzumaki spytał
tonem tak spokojnym, jakby właśnie prowadził dyskusję o pogodzie. Marszczył
brwi i mierzył swoją rozmówczynie demonicznym spojrzeniem zastanawiając się,
czy granie twardziela było dobrym pomysłem. Przeczuwał, że lada moment może zostać
zaatakowany, ale bynajmniej nie zamierzał ulegać czy poddawać się. Po chwili
postanowił coś dodać. – Może Hokage jeszcze tego nie zauważyła, ale okazji do
uwolnienia się Kyuubiego było ostatnio znacznie więcej i jakoś nic podobnego
się nie wydarzyło. O czym może to świadczyć?
- O twojej kontroli nad nim
lub… – Tsunade nieco ochłonęła i spróbowała odpowiedzieć, lecz Naruto jej na to
nie pozwolił.
- Otóż, nie. – Kobieta nadęła
policzki wściekła, że jej przerwano. Naruto zaś mówił dalej. Spokojny.
Opanowany. Pewny siebie. – Mówisz, Hokage-sama, że otwarcie pieczęci Yondaime było
błędem. Że wolny Kyuubi, to niebezpieczny Kyuubi. Prawda. Nie przeczę. Kyuubi
jest groźny i należy się go obawiać, gdyż zeźlony może boleśnie ugryźć, ale…
- Ale, co? – Piąta się
niecierpliwiła.
- Ale Kyuubi-sama…
- Kyuubi-sama?!? – Ryknął zaskoczony obgadywany.
- …się zmienił. Jak bardzo i
czy na lepsze czy na gorsze, to pewnie nigdy nikomu nie zdradzę, chyba, że ON
sam tego zechce. – Naruto spojrzał w niebo. – Pomyśleć, że kiedyś nienawidziłem
tego, kim się stałem. Czym się stałem. Nienawidziłem JEGO obecności. Chciałem,
żeby zamilkł na wieki. Żeby zniknął. Zostawił mnie w spokoju, ale teraz… To, co
z Kyuubim dotychczas przeżyłem. Czego to ja nie doświadczyłem… Mówiąc krótko,
za żadne skarby świata nie chciałbym tego stanu rzeczy zmieniać. I wiecie, co
tu jest najpiękniejsze? Że to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby tych
dwadzieścia lat temu Yondaime nie oddał swojego życia w walce właśnie z
Kyuubim.
- On oszalał.
Odezwał się ANBU stojący za
plecami Piątej po jej prawej stronie. To jedno zdanie wystarczyło, aby Uzumaki
zamilkł marszcząc brwi jeszcze bardziej. To, co właśnie usłyszał solennie się
mu nie spodobało, ale na razie nie zamierzał nic z tym robić. Czekał. Piąta
natomiast patrząc na niego poczuła nagle uderzenie zimnego powiewu na prawym
policzku. W chwili następnej usłyszała jakiś szelest, a za sekundę kątem oka
zobaczyła lecący w ich stronę kunai. Chciała wykonać unik, lecz z jakiegoś
nieznanego jej powodu nie mogła się ruszyć. Jakby coś ją trzymało w miejscu,
aby rzucona broń nie spudłowała, lecz ta nagle skręciła w powietrzu zmierzając
wprost na ANBU, który chyba niczego nie zauważył, bo nawet się nie poruszył.
- Genjutsu.
Rzucił drugi ANBU i naraz
wszystko się wyklarowało. Cała trójka została w nie złapana. Pytanie jednak
brzmiało, czy to Naruto ich zaatakował? I jaki miał w tym cel? Tsunade nie
znajdowała wyjaśnienia, dlaczego miałby łapać ich w genjutsu. Zresztą, z tego
co pamiętała blondyn nigdy nie był mocy w technikach iluzjonistycznych, lecz te
informacje były mocno przestarzałe. Wszakże od bardzo dawna nie przeprowadzała
żadnych testów bojowych, w które zamieszany byłby Uzumaki. Tak naprawdę nie
wiedziała, na jakim poziomie stały jego umiejętności. Technika, jaką na nich
nałożono należała do jednej z prostszych, więc w zasadzie mógł ją opanować.
Tylko, że to wciąż nie trzymało się kupy…
Tsunade przerwała rozmyślanie z
ogromny zaskoczeniem odnotowując, że oto nagle znikąd obok niej pojawiła się
jej uczennica o bardzo rzadko spotykanych różowych włosach, która zaraz po
dotknięciu koniuszkiem buta ziemi wystartowała do przodu niczym wystrzelona z
armaty. Z ręką zaciśniętą w pięść wyprowadziła cios, który zamiast trafić w
osłupiały cel trafiła w ziemię wybijając w niej ogromną dziurę. A celem był
ANBU do niedawna stojący na baczność w obronie swojej przywódczyni po jej
prawej stronie. Ten sam, który obraził Uzumakiego.
Sakura zaklęła siarczyście pod
nosem i prędko odskoczyła do tyłu, gdyż wyrwani z genjutsu ANBU przeszli do
kontrataku. Pod czas, gdy jeden wyciągał z pod czarnego płaszcza samurajski
miecz, który momentalnie rozbłysnął niebieskim światłem, drugi w tym samym
czasie począł składać dłońmi znaki jakiegoś nieznanego jej ninjutsu. Kunoichi
cofnęła się, zatrzymała między Tsunade, a Naruto i w pozycji gotowej na
wszystko zastygła w oczekiwaniu na atak. Ten jednak nigdy nie nadszedł, bo na
drodze ruszających w bój elitarnych stanęła blondwłosa medyczka o biuście
ponętnej wielkości.
- Stójcie! – Krzyknęła ciężko
dysząc i spojrzała na swoją uczennicę. – Sakura!! Co ty u licha wyrabiasz!?
- Nie widać? Próbuję bronić
honoru swojego narzeczonego!
Ta odpowiedź nie tylko wielce
zaskoczyła Tsunade, co wprowadziła ją w jeszcze większą frustrację. Ten ton –
wredny i zaczepny. Zupełnie do niej nie podobny. Co jej się nagle stało??
Kobieta zamyśliła się, ale tylko na chwilę, bo zaraz przypomniała sobie o swoim
zdenerwowaniu i rosnącym niezrozumieniu rozgrywającą się sceną.
- Co ty tu robisz? I na kiego
grzyba Ci ten plecak??
- Naruto opuszcza wioskę, więc
i ja ją opuszczam.
Kolejna odpowiedź, która
sprawiła, że Hokage zamilkła zszokowana usłyszaną nowiną. Wszakże jeszcze przed
chwilą nie wiedziała, co Uzumaki tu robił, ale coś podobnego przeczuwała.
Tylko, że nie spodziewała się, że panna Haruno postanowi zrobić to samo! Czy
miłość rzeczywiście potrafiła popchnąć ludzi do czasem nieprawdopodobnych
decyzji i czynów? W tym konkretnym przypadku wszystko na to wskazywało. Ich
wzajemna miłość była tak silna, że byli gotowi jedno dla drugiego spalić za
sobą wszystkie mosty.
NEXT
COMING SOON…
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Wielki
„Naruto” and its
characters belong to Masashi Kishimoto
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz