<<<
Odcinek ukazał się 14 listopada 2010 roku >>>
Na tyłach całodobowego, w ciemnej alejce
pojawiło się dwóch shinobi w ceramicznych maskach kota i jastrzębia
zasłaniających ich twarze. Jeden lustrował okolice uważnym wzrokiem, drugi zaś
przyklęknął koło zmasakrowanych zwłok:
- Jeszcze ciepły. Nie żyje od jakichś
trzech godzin.
- Kto mógł go tak urządzić? – Spytał taka.
- Ktokolwiek to był, musiał być potężny. –
Odparł neko. – Widziałeś taką
precyzję cięć? Sądzę, iż był to jeden z nas. Zastanawia mnie tylko, który ANBU
samotnie eliminuje wrogów Konoha-Gakure?
- Tego właśnie musimy się dowiedzieć.
Mruknął taka,
po czym obaj zniknęli z podmuchem mocniejszego wiatru. Liście leżące na ziemi
wzbiły się w powietrze szybując nad uśpioną wioską, która za kilka godzin miała
wstać z początkiem nowego dnia i dowiedzieć się o rewelacjach powoli mijającej
nocy. Gdy dwójka elitarnych shinobi przeczesywało Konoha, poszukiwany przez
nich ANBU wciąż przebywał za zamkniętymi drzwiami prosektorium w szpitalu
Ukrytego Liścia.
Naruto popadłszy w głęboką zadumę, patrzył
na Itachiego nie obecnym wzrokiem. Gdy paręnaście minut później otrzeźwiał, dosłownie,
nastawił uszu by rozszyfrować niewyraźny szmer dobiegający go z korytarza.
Niestety grube, stalowe drzwi skutecznie wszystko tłumiły, przez co chłopak niczego
ciekawego nie zarejestrował. Większe szanse miałby, gdyby stanął pod wejściem
tuląc policzek do zimnego metalu, ale jak na poważnego shinobi przystało, nie
zamierzał się wygłupiać. Po chwili z powrotem przeniósł spojrzenie na obandażowanego
przyjaciela i się uśmiechnął.
- Jak
na kogoś sfrustrowanego nieufnością przyjaciół, zadziwiająco spokojnie
przyjąłeś do wiadomości słowa tego Uchiha. – Stwierdził lisi demon. – Liczyłem na kolejny wybuch rozpaczy i
agresji z twojej strony, a tu cicha, spokój i zaduma. Nigdy nie przestaniesz
mnie zaskakiwać, Uzumaki Naruto.
- Przyznaję…
Wieść, że Sakura-chan zdradziła wioskę wstępując w szeregi Akatsuki z mojego
powodu, zwaliła mnie z nóg, ale powoli czuję już zmęczenie ciągłym denerwowaniem
się na wszystko, co dotyczy mojej osoby lub otaczającego mnie świata. –
Blondyn odparł spokojnym tonem. – Może
Cię to Kyuu dziwić, ale postanowiłem ten fakt zwyczajnie przemilczeć.
- Sō ka.
– Demon mruknął krótko i zamilkł, lecz po chwili dodał. – Czyli teraz będziesz zachowywał się tak, jakby to, co powiedział Ci
Itachi o Sakurze, nigdy się nie wydarzyło?
- Mniej
więcej.
- Dobra.
W takim razie, co teraz planujesz zrobić?
- Ech.
Na początek chciałbym znaleźć sposób na zrekonstruowanie Itachiemu ramienia,
potem zająłbym się zmuszeniem Tsunade do poznania prawdy o nim, a na koniec spotkałbym
się Sakurą. Przyznam się, że stęskniłem się za jej uśmiechem. – Chłopak
westchnął ociężale i przeczesał włosy rozcapierzoną dłonią.
- Zatem
do dzieła, Młody!
Uzumaki zaśmiał się pod nosem słysząc
entuzjastyczny krzyk Dziewięcioogoniastego, po czym spojrzał na Weteranów
stojących pod wejściem. Mierząc ich uważnym spojrzeniem, zastygł w miejscu
niczym figura woskowa, a gdy na powrót oprzytomniał:
- Przekażcie Jogonshy, aby z pomocą
kilkudziesięciu Zbrojnych zorganizował w koło mojego domu szczelną ochronę. –
Jego głos był poważny.
- Hai, Naruto-sama! – Wojownicy nisko się
ukłonili, po czym zniknęli w chmurach białego dymu.
- Co planujesz? – Spytał Uchiha.
- Wynosimy się stąd.
*
* *
Zmęczona całonocnym sterczeniem pod
wejściem do prosektorium, kiedy na zewnątrz zaczęło się przejaśniać,
postanowiła wrócić do domu, by nieco zregenerować siły i dać wytchnienie
zszarganym nerwom. Rewelacje minionej nocy tak ją wykończyły psychicznie, że
tylko letni prysznic mógł cokolwiek teraz zdziałać. Wiele rozmyślała o
odpowiedzi Naruto na niezgodę Tsunade wobec jego żądania. Jeśli to, co
powiedział było prawdą, oznaczało to, iż niebawem będzie musiała zmierzyć się z
najgorszym. Jaką podjąć decyzję? Zostać w wiosce, ukochanym domu gdzie miała
wielu świetnych przyjaciół i znajomych? Czy może porzucić wszystko na rzecz
miłość do ukochanego shinobi i odejść razem z nim? Sakura właśnie przed tego
typu dylematem teraz stanęła. Tak naprawdę nie wiedziała, jaką decyzję ma
podjąć. Oczywistym było, że mocno kochała blondyna i była gotów na takie
poświęcenie, ale co wtedy pomyśleliby ludzie z jej najbliższego otoczenia? Wielu
zapewne by się temu sprzeciwiło. Zapewne, największą dezaprobatę wygłosiłaby
Hokage, czego różowowłosa najbardziej się obawiała. Z drugiej zaś strony, co
nakłoniło Uzumakiego do podjęcia tak drastycznych środków? Czy Uchiha Itachi go
do tego nakłonił? Jaki ten morderca ma w tym wszystkich interes? A może całe
Akatsuki postanowiło zwerbować Naruto, zamiast cały czas go ścigać? Dziewczyna
miał kompletny mentlik w głowie. Rozmyślania o powodach, napawającego strachem,
działania błękitnookiego jounina najbardziej męczyło jej psychikę.
Krótkie westchnięcie.
Wchodząc do pokoju, Haruno podeszła do łóżka,
gdzie położyła ubranie i owinięta jedynie w biały ręcznik udała się do
łazienki. Kilka tysięcy, kojących zmysły, kropli później dziewczyna wróciła i
ponownie założyła swój codzienny strój, lecz już świeższy od poprzedniego.
Zawiązując opaskę shinobi na głowie spojrzała za okno. Umiarkowane zachmurzenie
nie wróżyło szybkiego przejaśnienia się, ale także raczej nie zwiastowało
spadnięcia deszczu. Niebo zwyczajnie przesłaniały szare, nostalgiczne
chmurzyska. Kunoichi uśmiechnęła się nikle, po czym wyszła z pokoju. Zjawiając
się w kuchni, zaraz napotkała na swej drodze nieco zaskoczone spojrzenie
rodziców siedzących przy stole.
- Sakura? Kiedy wróciłaś?
Spytał pan Haruno, popijając poranną kawę.
Zielonooka w odpowiedzi, jedynie nieznacznie się uśmiechnęła, po czym podeszła
do lady, gdzie zaparzyła sobie herbaty. Siadając kilka minut później przy
stole, złapawszy ciepły kubek oburącz westchnęła i zwiesiła głowę. Oddech miała
spokojny, w głowie zaś wciąż jej huczało.
- Skarbie, coś się stało?
Pani Haruno spytała troskliwie. Kobieta
wyraźnie martwiła się stanem psychiki swojej jedynej córki. Od dłuższego czasu
widziała, że z Sakurą działo się coś nie dobrego, lecz nie wiedziała, co tak
naprawdę jej było. Domyślała się, że to może mieć jakiś związek z jej chłopakiem,
lecz nie chciała się wtrącać w nie swoje sprawy.
- Czy twoje problemy mają jakiś związek z
tym blondynem, o którym piszą w dzisiejszej gazecie? – Milczenie przerwała
głowa rodziny. Dziewczyna momentalnie podniosła na niego wzrok. W jej oczach widać
było ból i cierpienie skroplone niepewnością. – Jeśli tak, to może lepiej daj
sobie z nim spokój. Z tego, co tu piszą: Uzumaki nakryty został dzisiejszej
nocy na spiskowaniu z wrogiem Konoha i ponownie wdał się w kłótnie z Hokage, po
której, jak sam zapowiedział, zamierza…
- Wystarczy!
Niespodziewany wybuch kunoichi niezmiernie
zdziwił jej rodziców. Dziewczyna gwałtownie wstała przewracając krzesło, na
którym przed sekundą siedziała i nie oglądając się za siebie, wybiegła z domu. Kiedy
zatrzasnęła drzwi, pozwoliła ponieść się swoim nogo wprost do parku. Frustracja
wywołana pytaniami rodziców zaraz ustąpiła miejsca nowej dawce przygnębienia i
rozpaczy. Od dłuższego czasu tłumione łzy spłynęły potokiem po jej rozgrzanych policzkach.
– Dlaczego mnie to spotyka?? – Sakura
pytała samą siebie. – Czy moja miłość do
Naruto skazana jest na niepowodzenie? Może tata ma rację i powinnam dać sobie z
nim spokój? Nieee! To nie może się tak skończyć. Kocham go i bez względu na to,
co zrobi, muszę przy nim być. – Rozmyślała. – Wierzę, że jeszcze jest w nim, choć odrobina dobra. Tak! Muszę się z
nim zobaczyć. Muszę wiedzieć, czy jest szansa na odzyskanie zaufania?! Czy
między nami wciąż istnieje… miłość?!
Dziewczyna usiadła na najbliższej ławce,
przetarła twarz ręką i spojrzała w zachmurzone niebo. Na jej twarzy ponownie
zagościć delikatny uśmiech, a w oczach zalśniła determinacja. Podbudowana
własnymi postanowieniami, po chwili wstała i skierował się z powrotem do
wioski, kiedy nagle dostrzegła na dachu najbliższego budynku sylwetkę
elitarnego shinobi z ceramiczną maską zasłaniającą twarz. Jej oblicze
momentalnie kunoichi uświadomiło, kogo widziała.
- Czy
to możliwe? – Pomyślała. – Naruto
ponownie przywdział strój ANBU?
Nie znając odpowiedzi na postawione
pytanie, zielonooka postanowiła podążyć za widzianym shinobi. Zebrawszy chakrę
w podeszwach butów, wskoczyła na gałąź pobliskiego drzewa i czym prędzej
rozpoczęła swoje śledztwo.
*
* *
Skakał po dachach domów kierując swe kroki
ku budynkowi Administracyjnemu umieszczonemu w centralnym punkcie wioski, tuż
przy podnóżu góry z twarzami pięciu Hokage. Choć wcześniejsze postanowienia
wskazywały, iż w pierwszej kolejności powinien odwiedzić miejscową bibliotekę
medyczną, po głębszym zastanowieniu, zdecydował w pierwszej kolejności odwiedzić
przywódczynię wioski.
Przed wyjściem z domu, Naruto dokładnie
wyjaśnił Itachiemu wszystko, co zamierzał niebawem zrobić. Mężczyzna z początku
miał wątpliwości, lecz po krótkiej wymianie zdań i poglądów, przyznał rację i
więcej się już nie opierał. Uzumaki potem rozkazał pilnującym okolicy Upiornym
mieć baczenia na wszystko, co mogłoby zagrozić bezpieczeństwu Uchiha.
Zatrzymawszy się na chwilę na dachu
Akademii, Kitsune przeczuwając, iż jest śledzony, skumulował chakrę. Kilka
sekund później na twarz przykrytą ceramiczną maską wypłynął szelmowski
uśmieszek. Chłopak rozpoznał energię intruza. Szczerze powiedziawszy, nie miał
nic przeciwko temu, aby dziewczyna, którą darzył szczególnym uczuciem, go
śledziła. To tylko ułatwiało sprawę. Kiedy załatwi sprawę z Godaime, nie będzie
musiał już jej szukać. W momencie, w którym chciał ruszyć w dalszą drogę, nagle
tuż przed nim pojawiło się dwóch innych ANBU zagradzając mu przejście. Jeden
miał na twarzy maskę o wizerunku kota, drugi jastrzębia. Kitsune, w pierwszej
chwili niezmiernie się zdziwił, lecz w następnej się zreflektował i, choć nie
dał tego po sobie poznać, przybrał postawę gotowego na odparcie każdego ataku.
W głębi duszy modlił się, aby Ci shinobi zatrzymywali go w innej sprawie.
Obecnie nie miał jakoś ochoty na kolejną walkę.
- O co chodzi? – W końcu spytał srogim
tonem.
Elitarni rzucili sobie porozumiewawcze
spojrzenia, po czym jeden z nim się odezwał:
- Szukamy sprawcy masakry z uliczki za
całodobowym we wschodniej części wioski. – Powiedział neko.* – Pytaliśmy o ten incydent wszystkich znanych nam ANBU
Ukrytego Liścia. Odpowiedź zawsze była tak sama. Nie wiadomo, kto to zrobił.
- Trochę dziwne, że nikt w ogóle się tym
nie interesuje? – Dalej mówił taka.**
– Jeden z nas samotnie eliminuje wrogów Konoha i nikt nie wie, kto to taki?
Dziwne, nie?
- Do rzeczy! Co mnie do tego?
Uzumaki wciąż pozostawał poważny w tonacji
swojego głosu. ANBU nie odpowiedzieli od razu, a pogoda zaczęła się pogarszać.
Zerwał się bardzo silny wiatr, porywając do tańca długie płaszcze
rozmawiających. Chmury wiszące nad Konoha pociemniały, gdzieś powietrze rozdarł
burzowy huk, w innym miejscu niebo na wskroś przecięła biało-niebieska
błyskawica. Nie minęła minuta, kiedy z nieboskłonu niespodziewanie lunął
rzęsisty deszcz.
- No,
pięknie! Przeklęta pogoda musiała popsuć się akurat teraz! – Kitsune jęknął
w duchu miętoląc w ustach serię niecenzuralnych przekleństw. – Ja to mam szczęście.
- Nie
narzekaj. Przecież nie jest tak najgorzej. – Zaśmiał się demon.
- Chrzań
się, Kyuu! – Oburzył się Naruto. – Łatwo
Ci mówić, skoro to nie ty mokniesz! Gdyby Ci dwaj frajerzy mnie nie zatrzymali,
siedziałbym teraz w ciepłym i co ważniejsze, suchym biurze Godaime Hokage.
Chikushō!
- Daj
spokój, Młody. Skoro trochę deszczu tak ci przeszkadza, dowiedz się szybko,
czego od ciebie chcą i rusz tyłek. Do budynku Administracyjnego już nie daleko.
– Lis wyszczerzył drapieżnie kły.
Chłopak już nie odpowiedział. Wróciwszy
umysłem do otaczającej go rzeczywistości, ponownie przyjrzał się swoim
rozmówcom. Chociaż ich twarze przysłaniały ceramiczne maski zwierząt, a z nieba
wciąż się lało jak z cebra, widział, że neko
już się z zimna zaczął trząść. Kiedy taka
kichnął, blondyn już wiedział, że taka pogoda raczej im nie służy.
- Więc?
- Nie chcemy nikogo pochopnie oskarżać czy
o cokolwiek posądzać, ale tylko twoja osoba budzi w nas podejrzenia,
Kitsune-sama. – Powiedział neko. –
Proszę powiedzieć, co robiłeś przez ostatnią noc?
- Dobra. Skoro mówimy już o tym
wypatroszonym gościu, co dekoruje uliczkę na tyłach całodobowego we wschodniej
części wioski, to tak… Ja go tak urządziłem! – Irytacja Uzumakiego sięgnęła
zenitu, choć pod maską, jego twarz rozpromieniał pogardliwy uśmiech.
Elitarni ponownie nic nie powiedzieli.
Mierząc swego rozmówcę uważnym wzrokiem, po chwili zaczęli coś szeptać miedzy
sobą. Kitsune przez szum deszczu i grzmoty na niebie nie był wstanie ich
usłyszeć, ale zaraz się przekonał, o czym dyskutowali.
- Dobrze, zabiłeś go. – Zaczął neko. – Tylko, czy na pew…
- Zdajecie sobie sprawę, kim jestem!?
Blondyn wszedł tamtemu w słowo. Po
błyskawicznej analizie sytuacji, w jakiej się znalazł, zdecydował postawić
wszystko na jedną kartę. W tym momencie chciał skończyć to, według niego
bezsensowne spotkanie, jak najszybciej. Miał przecież ważniejsze sprawy na
głowie.
- Yyy… – Zająknął się taka. – …Tak.
- Gnojki. Jestem dowódcą ANBU i nie muszę
się przed wami z niczego tłumaczyć! – Kitsune wykrzyknął na całą wioskę. –
Wasza bezczelność doprowadziła mnie do wżenia. Na początku było ciekawie, ale
teraz nie mam już czasu na grę, jaką toczycie!
- Ale my nic nie…
- Mordy w kubeł! Teraz ja mówię!
Mężczyźni doświadczyli serii potężnych
dreszczy przechodzących im po plecach. Słysząc wściekły ton swojego rozmówcy,
poczuli, jakby coś zmroziło im krew w żyłach. Pierwszy raz, odkąd wstąpi do elitarnych
oddziałów Konoha-Gakure no Sato, komuś puściły nerwy w czasie rozmowy z nimi.
ANBU skulili się wewnętrznie. Uzumaki tym czasem nabrał w płuca nieco więcej
powietrza niż zazwyczaj, po czym powoli, niemal bezgłośnie wypuścił je przez
usta. W ten sposób spróbował się uspokoić. Po kilku minutach milczenia,
wsłuchiwania się w odrobinę przyspieszone oddechy swoich rozmówców, ponownie
się odezwał:
- Macie dwa wyjścia. Albo teraz skończymy
tą rozmowę i dobrowolnie zejdziecie mnie z drogi, albo spróbujecie mnie
zatrzymać, co skończy się tym, iż będę zmuszony utorować sobie drogę siłą! –
Dla poparcia swoich słów, Kitsune sięgnął ręką za siebie, chwycił rękojeść
miecza wystającego zza pleców i szybkim ruchem wyciągnął go, szykując się tym
samym do walki. Osiemnastolatek napuścił do broni niewielką dawkę własnej
chakry.
Nie minęły trzy sekundy, dowódca
zaatakował. Ostrze katany, którą trzymał oburącz, świsnęło jednemu z ANBU tuż
koło głowy, dzieląc spadające krople deszczu na dwie równe połówki. Powstały, w
momencie zamachnięcia się, łuk powietrza przeleciał na drugą stronę ulicy i
ściął kilka gałęzi drzewa tam rosnącego.
- Hej, hej… Spokojnie! – Krzyknął taka odskakując z towarzyszem na dach
sąsiedniego budynku. – Nie chcemy z tobą walczyć, Teichou! Wybieramy wyjście
numer jeden!
- Dobry wybór.
Odparł Kitsune i na powrót schował broń, po
czym odbił się od krawędzi dachu i skoczył w deszczową ciemność znikając
zmokniętym ANBU z oczu.
*
* *
Uspokoiwszy nieco już zszargane nerwy,
kilkanaście minut później Uzumaki dotarł do celu swej wędrówki. Cały mokry i
zziębnięty, ostrożnie stawiając kolejne kroki przeszedł długi korytarz i w
końcu stanął przed masywnymi drzwiami do biura przywódczyni wioski. Naruto, jak
na dobrze wychowanego shinobi przystało, choć za bardzo nie miał kto go
wychować czy mu pokazać, jak powinien się zachowywać, delikatnie zapukał. Kiedy
nie nadeszło oczekiwanie przez niego pozwolenie na wejście, ponowił czynność,
lecz tym razem z nieco większą mocą.
- Wejść! – Usłyszał po chwili.
- Tsunade
chyba powoli traci słuch, skoro za pierwszym razem się nie odezwała. –
Pomyślał blondyn, a jego ukrytą pod maską twarz ozdobił złośliwy uśmieszek.
Nacisnąwszy klamkę, powoli otworzył drzwi i wszedł do środka. Godaime stała pod
oknem odwrócona plecami do wejścia. Kobieta zdawała się nie widzieć swojego
gościa w okiennym odbiciu, to też w pierwszym momencie nic nie zrobiła. Nie
spytała, kto chciałby się z nią w tej chwili widzieć. Nie odwróciła się.
Pogrążona w głębokiej zadumie, zwyczajnie zignorowała gościa.
Kitsune tym czasem stanął na środku
pomieszczenia, oddalony kilka metrów od biurka, a kilkanaście od Hokage i
zamarł w oczekującej na jakąkolwiek reakcję, pozie. Oddech miał równy i opanowany,
umysł oczyszczony z zbędnych myśli o niedawno zaistniałym spotkaniu dwóch dość
kłopotliwych ANBU. Chłopak począł czekać, nie wiadomo na co. Niby miał już z
góry wszystko zaplanowane, to jednak postanowił, by Tsunade pierwsza zabrała
głos. Ku swemu zadowoleniu nastąpiło to w przeciągu kilku kolejny minut martwej
ciszy:
- Czemu ma to wszystko służyć? – Odezwała
się Piąta, przez cały czas obserwując szalejącą za oknem burzę. Raz po raz
pociemniałe niebo przeszywała jakaś błyskawica. – Dlaczego wciąż prowadzisz ze
mną wojnę, Naruto?
- Sama jesteś sobie winna, Hokage-sama.
Blondyn odparł złowieszczo brzmiącym tonem.
TO BE CONTINUED…
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Wielki
„Naruto” and its characters belong to Masashi
Kishimoto
*
neko (jap.) – kot
**
taka (jap.) – jastrząb
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz