<<< Odcinek ukazał się 2 lipca 2011
roku >>>
- Gadaj człowieku, co tu jest grane!?
W ręce blondyna wpadł pierwszy napotkany
wartownik, którego teraz mocno przyciskał do ściany w jakimś ciemnym zaułku
korytarza, trzymając za poły ubrania. Gniew z jakim chłopak nacierał, w
pierwszej chwili nie zrobił na mężczyźnie żadnego wrażenia, lecz gdy mu w
oczach zalśniła czerwień demonicznych tęczówek o pionowych źrenicach, blizny na
policzkach uwydatniły się, a włosy na głowie niebezpiecznie zjeżyły, twarz
strażnika zbladła z przerażenia. Mężczyzna zaczął trząść się na całym ciele, co
Naruto od razu wyczuł, lecz to go nie powstrzymało przed wykonaniem kolejnego
ruchu. Jedną ręką wciąż przytrzymując delikwenta za gardło, drugą sięgnął za
siebie i chwycił za rękojeść miecza. Wyciągana klinga krótko błysnęła w
półmroku.
- A-ale, o co chodzi???
Wartownik błyskawicznie wychrypiał drżącym od
napięcia głosem. Nie wiedząc, czego się spodziewać po tak upiornie wyglądającym
napastniku, grzecznie stał przyparty do muru. Nie wyrywał się. Nawet nie próbował
wzywać pomocy. Jedynie modlił się w głębi duszy o ocalenie, gdyż w domu czekały
na niego kochająca żona i dwie córki. Za trzy dni jedna z nich miała mieć swoje
piąte urodziny, na których chciałby być, ale niestety. Na niekorzyść mężczyzny
wpływała jego bierna postawa i fakt, iż atakujący go blondyn o niczym nie
wiedział.
- Mów że, albo Cię o głowę skrócę!
Jinchuuriki ponownie ryknął nie zważając na to,
czy ktoś go usłyszy. Dla poparcia swoich słów przystawił zimną klingę do krtani
czterdziestoletniego wojownika, ostrzem raniąc skórę i w takiej pozycji zastygł.
Blademu, trzęsącemu się z przerażenia piechurowi śmierć zaglądała już w oczy. Przekonany,
iż za kilka minut, nie udzieliwszy satysfakcjonującej odpowiedzi, spełniona
zostanie groźba, szybko przeżegnał się w duchu prosząc stwórcę o wybaczenie win.
Zaś stojący naprzeciw blondyn w ciągu kolejnych minut grobowego milczenia nie
zrobił nic, co w jakikolwiek sposób dodatkowo zraniłoby mężczyznę. Jedynie,
nagle zamrugał i powoli oderwał ostrze katany od spoconego gardła, po czym
schował broń do saya uczepionej na
plechach. Kiedy puścił wartownika, jego wygląd powrócił do poprzedniego stanu,
a on sam odsunął się trzy kroki w tył. Żeby nie patrzeć na wciąż bladą z
przerażenia twarz o szeroko otwartych oczach, odwrócił głowę i spojrzał w bok.
- Przepraszam. – Uzumaki w końcu mruknął ledwo
słyszalnie, przy jednoczesnym skrzyżowaniu przy piersi palców wskazującego i
środkowego obydwu dłoni, po czym zniknął zostawiając po sobie chmurkę białego
gazu. Nastała martwa cisza. W miarę, jak obłoczek się rozpływał, przerażenie
strażnika ustępowało miejsca szokowi, który po chwili ściął mężczyznę na
kolana, zaś przyspieszony oddech, palpitacja serca i drżenie kończyn wkrótce
się uspokoiły. Z ust momentalnie wyrwały się dziękczynne słowa. Tak oto, modlitwy
zostały wysłuchane! Uświadomiwszy sobie, co się właśnie stało, wartownik w
końcu dał upust emocjom i się zwyczajnie rozpłakał…
* * *
Biegła korytarzem, po drodze przeszukując
wszystkie miejsca, gdzie mógłby się zaszyć. Pałac Lorda Feudalnego kraju
Herbaty był ogromny. Sześć pięter, każde z sześćdziesięcioma pomieszczeniami
różnej wielkości, gdzie zapewne podejmowani byli goście, gdy Daimyo organizował
jakieś bale czy inne masówki. Na szczęście znacząca większość pokoi była
zamknięta na klucz, co tylko ułatwiło dziewczynie poszukiwania, zaoszczędzając masę
czasu.
Pokój, w którym ich zakwaterowano znajdował się
na parterze w pobliżu pomieszczeń gospodarczych, dlatego też Sakura w pierwszej
kolejności sprawdziła to i dwa kolejne piętra. Gdy wchodziła na czwarte,
usłyszała ciche łkanie, jakby miauczenie kota, lecz gdy zbliżyła się do źródła
dźwięku, dostrzegła jakiegoś mężczyznę klęczącego na podłodze. Drżał na całym
ciele, twarz skrywał w dłoniach i najzwyczajniej w świecie, płakał.
Zaniepokojona medyczka momentalnie przy nim uklękła i spytała, co się stało? Kiedy
nie otrzymała jednoznacznej odpowiedzi, szybko wstała i powróciła do
poszukiwań. Sprawdzając piąte i szóste piętro, na myśl przyszło jej
wytłumaczenie stanu, w jakim znalazła tego nieszczęśnika. Powodem mógł być
wściekły Naruto, a to znaczyło, że musiała się pośpieszyć i jak najszybciej go
namierzyć. Po kolejnych czterdziestu minutach bezowocnych poszukiwań, w końcu
się jej poszczęściło. Stał na krawędzi dachu z ramionami skrzyżowanymi na
piersi i zadzierając głowę do góry, wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo. Chwilę
nie wiedziała, co powiedzieć, lecz gdy zdecydowała się na zabranie głosu,
blondyn zrobił to jako pierwszy:
- Nie wiem, co mnie napadło. – Przerwał ciszę, nie odwracając się. – Widok
błagającego starca chyba źle na mnie podziałał i prawie popełniłem największą
pomyłkę w życiu. Gdyby Kyuubi w porę nie zareagował, doszłoby pewnie do
tragedii…
Blondyn zawiesił głos, jak gdyby skończyły mu
się pomysły na wytłumaczenie własnego działania. W głowie odczuwał kompletny
mętlik. Pytania i prawdopodobne na nie odpowiedzi mnożyły się w takim tempie,
że gdyby nie obecność bliskiej mu osoby, pewnie by zwariował i znowu zrobił
coś, czego potem tylko by żałował lub nawet miałby przez to koszmary i wyrzuty
sumienia. Ale nie. Gdy stojąca z tyłu medyczka podeszła i położyła mu rękę na ramieniu,
przesyłając w ten sposób swoje wsparcie, łomot miedzy uszami ustał. Skończył
się tak samo szybko, jak się pojawił i teraz panowała już tylko błoga cisza:
- Naruto… – Panna Haruno odwróciła go przodem w
swoją stronę i przyłożyła mu dłoń do policzka. Czując przechodzące ciepło,
jounin momentalnie sie uśmiechnął, dziękując w duchu, że poszła z nim na tą
misję. Kunoichi natomiast odwzajemniła posłany jej uśmiech i ponownie się
odezwała: – …Cokolwiek chciałeś zrobić, dziękuje Kyuubiemu, że Cię w porę powstrzymał.
Bóg jeden wie, jakie by to konsekwencje na nas ściągnęło. A teraz mój drogi,
posłuchaj. To, co spotyka tutejszych ludzi, nie jest naszą sprawą.
- Ale…
- Żadne, ale! Jesteśmy tutaj gośćmi, a to jest
dom Kenji-sama i on tu rządzi. Tsunade-sama uczyła mnie, że w takich wypadkach
pod żadnym warunkiem nie wolno angażować się w wewnętrzne konflikty, bo mogłoby
to zostać źle odebrane. Wyjątkiem byłaby sytuacja, gdyby te problemy miały
jakoś wpłynąć na bezpieczeństwo Konoha-Gakure. Wtedy włączenie się i próba
załagodzenia rosnącego problemu są jak najbardziej wskazane. – Wyjaśniła
Sakura, cały czas patrząc mu głęboko w błękitne oczy.
Uzumaki był w szoku. Nie spodziewał się, że
stojąca przed nim kunoichi może operować tak rozległą wiedzą, choć to powinno
być proste do przewidzenia. Bądź co bądź, ostatecznie była uczennicą samej
Hokage, a przy niej śmiało mogła trochę liznąć tego dyplomatycznego bełkotu,
jaki przed sekundą wygłosiła. Blondyn był prostym shinobi, co nigdy się niczym
podobnym specjalnie nie interesował. Zawsze wykonywał wydane mu rozkazy, nie wdając
się w szczegóły. Różowowłosa szczerze go zaskoczyła, czego za wszelką cenę
starał się po sobie nie pokazywać, bo to mogłoby zostać przez nią źle odebrane.
A czemu? Ponieważ był od niej starszy stopniem i powinien takie rzeczy
wiedzieć, a to co kilkanaście minut temu zrobił, na szeroką skalę zakrawało o
dziecinadę. Im dłużej o tym myślał, tym w głębi duszy odczuwał coraz większy dyshonor,
a kiedy przekroczony został krytyczny punkt permanentnego wstydu, osiemnastolatek
niespodziewanie odwrócił się do zielonookiej plecami i odszedł kilka kroków. Nie
chciał, żeby widziała na jego twarzy malujące się zażenowania wywołane
uświadomieniem sobie własnej głupoty, lecz wykonany przez niego ruch, tylko
jeszcze bardziej zmartwił Sakurę. Nie przeszedł metra, a dziewczyna
błyskawicznie stanęła mu na drodze i chciała ponownie spojrzeć w oczy, lecz
blondyn już odwrócił głowę w inną stronę.
- Co jest??
- Nic. – Odburknął.
- Naruto!
Ostrzegawczy ton kunoichi wskazywał, iż jeszcze
chwila, a straci resztki cierpliwości i coś zrobi blondynowi, jeśli ten zaraz
się nie uspokoi. Naruto z własnego doświadczenia wiedział i bardzo dobrze
pamiętał, że wyprowadzanie różowowłosej z równowagi nie było najsprytniejszą
strategią pozbywania się jej, dlatego też, po krótkim przemyśleniu własnej
sytuacji, wkrótce postanowił stawić temu czoła. Nawet, jeśli miałaby go potem
wyśmiać:
- Chodzi o to, że… Jestem jouninem i powinienem wykazywać
się większą inteligencją, rozwagą i samokontrolą. Tym czasem, zachowałem się
karygodnie do wywalczonej rangi, o mały włos nie wpakowując nas w nie liche
kłopoty. Sakura-chan, po twoich wyjaśnieniach uświadomiłem sobie, jak jeszcze
wielu rzeczy nie wiem, a którymi chyba powinienem się zainteresować. W końcu,
kiedyś zamierzam zostać Hokage, a takie wyczyny tylko mnie od tego marzenia
oddalają.
Chłopak zaśmiał się z zakłopotaniem drapiąc się
w tył głowy, a udzielona odpowiedź chyba wszystko wyjaśniła stojącej naprzeciw kunoichi,
ponieważ na jej twarzy również pojawił się uśmiech. Naruto wyciągnął rękę przed
siebie, co Sakura prawidłowo odczytała i już po chwili mocno oboje się obejmowali.
Blondyn dłuższą chwilę tulił policzek do aksamitnych włosów ukochanej,
jednocześnie wciągając nosem ich woń. Kilka minut później powiał chłodniejszy
wiaterek i różowowłosa zadrżała.
- Brrr… Myślę, że powinniśmy już wracać. – Powiedziała,
cały czas trzymając policzek mocno przytknięty do umięśnionego ramienia
Uzumakiego, pod czas gdy rękoma obejmowała go w pasie. Kiedy znowu poczuła na
kartu zimny powiew, a z ust jounina nie wydobyła się żadna odpowiedzi, ponownie
zabrała głos: – Naruto, jeszcze chwila i będę chora. Chyba tego nie chcemy, co?
To jakby otrzeźwiło stojącego w bezruchu jinchuuriki,
który rozluźnił mięśnie ramion, jak gdyby chciał puścić ukochaną, lecz gdy ta
chciała się ruszyć, nie pozwolił jej na to. Naruto w dalszym ciągu mocno ją
trzymał. Haruno w odpowiedzi odwróciła głowę chcąc spojrzeć mu w oczy i tylko
się tym wystraszyła. Tęczówki miał błękitne, lecz źrenice były wąskimi,
pionowymi kreskami. Działo się tak zazwyczaj, gdy był czymś bardzo
zaniepokojony. Jak się zaraz okazało, powodem tej zmiany nie było wyżej
wymienione zachowanie. Dziewczyna bowiem zorientowała się, że otaczała ich
gęsta ściana chakry Kyuubiego.
- Naruto…
- Teraz już Ci nie będzie zimno.
Odparł troskliwie i rzeczywiście, nie czuła już
na plecach oraz karku żadnego chłodu. Powietrze wokół jakby stanęło w miejscu,
zachowując optymalną temperaturę dwudziestu stopni Celsjusza, a wszystkie
odgłosy natury w jednej chwili zamilkły pochłonięte przez cichy szum wirującej
dookoła chakry demona. Zielonooka stała wtulona w blondyna i zastanawiała się,
dlaczego jeszcze nie została porażona? A jak wiedziała, kontakt z energią
Kyuubi no Kitsune był bardzo niebezpieczny, zazwyczaj śmiertelny. Jednakże, po
dokładnej obserwacji, wniosek nasunął się jej sam. To właśnie była jedna z form
kontroli, nad którą Naruto pracował całe życie.
* * *
Gdy następnego dnia się ocknęła, przykryta była
kocem i leżała na łóżku w pokoju przydzielonym im przez Daimyo. Choć bardzo się
starała, to za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć, jak się tu znalazła i
co właściwie się stało? Jedyne, co pamiętała, to, to jak stała wtulona w Naruto
na dachu pałacu, wewnętrznie ciesząc się z postępów, jakie blondyn poczynił w
kontroli zapieczętowanej w nim potęgi. Potem chyba nieoczekiwanie musiał się
jej zwyczajnie film urwać, choć wcześniej niczego nie piła. To ze zmęczenia, stwierdziła z kwaśną
miną. Ale wracając do poprzedniego tematu… Gdzie się podział ten, o którym od
rana rozmyślała? Rozejrzawszy się po pokoju, kunoichi nie dostrzegła żadnych
śladów jego bytności, co wkrótce zrodziło u niej myśl, że blondyn znowu mógł
zrobić coś lekkomyślnego. Gdy poważnie zniecierpliwiona bezczynnym leżeniem i
czekaniem na niewiadomo co, chciała wstać, nagle rozległo się delikatne pukanie
w drzwi. Dziewczyna zastygła w bezruchu. Po chwili do pomieszczenia wszedł ten
sam starzec, co widziała go poprzedniego dnia wieczorem. Mężczyzna w lekko
zgarbionej pozie wniósł na rękach szeroką tacę, na której leżało przygotowane
śniadanie.
- Kenji-sama życzy smacznego i kazał mi
przekazać, że twój towarzysz z samego rana zabrał panienkę Miyoko na trening do
dōjō* i jeśli tylko sobie tego życzysz, tam
go powinnaś w pierwszej kolejności szukać. – Odezwał się tym
samym zachrypniętym głosem, pochylając się w głębokim, pełnym szacunku, ukłonie.
- Ari-Arigatō… – Kunoichi zareagowała z lekkim
opóźnieniem, zaskoczona dokładnym wyjaśnieniem dla pytania, które nawet jeszcze
nie zostało wypowiedziane, choć różowowłosa cały czas miała je na końcu języka.
Zupełnie, jakby jej zdziwienie było niczym otwarta księga przygotowana do
szybkiego przejrzenia. Medyczka nie była tego pewna, więc wzruszyła ramionami w
geście obojętności na własną myśl. Sługa w tym czasie postawił tacę na stoliku
stojącym pod jedną ze ścian i po chwili wycofał się ku wyjściu wciąż pozostając
w pochylonej do przodu pozycji. Jak tylko zniknął na korytarzu, Sakura odkryła
koc, usiadła na brzegu posłania i westchnęła. Widziała, że po wczorajszym wtargnięciu,
mężczyzna teraz już się pilnował i przez tych kilka minut nawet nie śmiał na nią
spojrzeć, co jej samej trochę przeszkadzało. Haruno jeszcze nie przyzwyczaiła
się do takiego zachowania względem jej osoby i zapewne nigdy to nie nastąpi.
Ciągłe obserwowanie, jak wszyscy dookoła traktują cię niczym dobrze urodzą
pannę nie bardzo jej pasowało. W związku z tym miała cichą nadzieję, że długo
tu z Naruto nie zabawią.
Po spożyciu sowitego śniadania przygotowanego
przez kucharzy samego Daimyo, Sakura sprawdziła stan własnego ekwipunku,
jeszcze raz obejrzała cały pokuj w poszukiwaniu rzeczy, o których mogła
zapomnieć, po czym odmeldowała się u stojącego na korytarzu sługi. Kierując się
korytarzem w stronę wyjścia, potem przemierzając rozległe ogrody, zastanawiała
się nad pytaniem, jakie zada Naruto, gdy go już odnajdzie. Mianowicie, dlaczego
zostawił ją samą w pokoju? Czy nie martwił się, że ktoś mógłby zagrozić jej
bezpieczeństwu pod czas snu? Weźmy, choćby na przykład tego wartownika, któremu
Naruto groził zeszłego wieczora. Przecież mężczyzna w akcie niekontrolowanej
zemst mógł się porwać na jej życie i co wtedy? – Haruno wyobraziła sobie
scenariusz własnej śmierci z zakończeniem w postaci krwawego odwetu Uzumakiego.
– No właśnie. Koniec byłby dla wszystkich tak samo bolesny. Z resztą, wiedząc,
że mogłoby dojść do czegoś podobnego, nikt przy zdrowych zmysłach chyba raczej
by się na to nie pokusił. Jednakże, coś podobnego już się wydarzyło. Choć nie
została zabita, to Naruto wówczas w żadnym wypadku się nie ograniczał. Iwa-Gakure
przynajmniej w małym stopniu poznało, czym się kończy porywanie osób z
najbliższego otoczenia ich wroga numer jeden.
Zielonooka przywróciwszy na myśl wspomnienie z
tamtych dni, od razu poczuła na plecach zimne dreszcze. Wciąż jeszcze nie do
końca oswoiła się z myślą, iż niewiele jej przecież brakowało, by się znaleźć
na tamtym świecie. Tylko dlatego, że w chwili zbytniej pewności siebie
zachciało jej się strugać bohaterkę, która uważała, że wówczas nie potrzebowała
niczyjego wsparcia. Jak się wkrótce sama przekonała, jednak nie była na tyle
silna by samej sobie poradzić. Ale wystarczy już tego użalania się nad sobą.
Ważne, że cała ta historia szczęśliwie się zakończyła i to dzięki temu, który
wypełnia pustkę w jej sercu.
Sakura w czasie drogi do dōjō wiele rozmyślała o
przeszłości i… przyszłości. Jednym słowem, miała na głowie wiele zmartwień,
którymi w chwilach słabości się dołowała, ale o to na horyzoncie dostrzegła
poszukiwanego blondyna. Stał oparty plecami o drewnianą ścianę ćwiczebnej hali
z rękoma założonymi na piersi i uśmiechał się do jakiejś blondyni stojącej
naprzeciw niego. Zaraz… Że co!?
Haruno momentalnie stanęła w miejscu, nie wiedząc, jak ma się zachować. Nie
bardzo rozumiała oglądaną scenę, lecz po ciepłym uśmiechu Naruto, jakim
zazwyczaj ją obdarowywał, wywnioskowała, że ze sobą flirtowali.
Dziewczyna wpierw się zapowietrzyła, następnie
zaś poczuła ukłucie gniewu i głębokiego żalu. Zaciskając pięści z bezsilnej
wściekłości, wewnętrznie rozdarta, w tym momencie zobaczyła, jak obca dziewucha
całuje jej ukochanego w policzek, po czym kręcąc zalotnie tyłkiem oddala się w
tylko sobie znanym kierunku. Tyle jej wystarczyło. Więcej nie musiała oglądać. Zamknęła
oczy na minut kilka, a gdy je znów otwarła, szybko otarła cieknące po
policzkach łzy i skierowała swe kroki ku cieszącemu się blondynowi.
* * *
Naruto stał, jak wryty trzymając się ręką w
miejscu, gdzie został pocałowany. Takiego obrotu sprawy się kompletnie nie
spodziewał, dlatego też w żadnym wypadku nie był w stanie tego uniknąć. Heh… Całe
szczęście, że Sakury nie było w pobliżu i tego nie widziała, cieszył się
wewnętrznie, kiedy otaczającą go ciszę przerwało bliżej niezidentyfikowane
stukanie. Rozejrzawszy się, w pierwszej chwili niczego, co powodowałoby
słyszany odgłos, nie zauważył, lecz gdy się odwrócił, momentalnie poczuł w
gardle istną pustynię. Widok kamiennego oblicza panny Haruno z niebezpiecznie
pulsującą żyłką na czole, mówiły same za siebie. To ona stukała niecierpliwie
obcasem o kamieniste podłoże, trzymając ramiona skrzyżowane na piersi. Zachowując
taką postawę wyglądała naprawdę nieprzewidywalnie, zaś często dokuczliwy pech
chciał, że jednak wszystko widziała i teraz zapewne domagała się solidnych
wyjaśnień.
- Sakura-chan…
- Kim ona była!? – Spytała pozornie spokojnym
głosem, choć Naruto dobrze wiedział, że się bardzo powstrzymywała od
wybuchnięcia mu w twarz. Soczyście zielone oczy kunoichi lśniły od kipiącej w nich
zazdrości. – Przyznaj się, Naruto… flirtowaliście!
- Co?? – Oskarżenie zielonookiej dogłębnie
zaskoczyło chłopaka. – Sądzisz, że niby ja i Yumiko…? O nie. Nic z tych rzeczy.
Myśmy tylko rozmawiali. Po za tym, ona już…
Medyczka w tym momencie podeszła bliżej i
przyłożyła mu z liścia w twarz.
- Mnie nie oszukasz! Widziałam, jak Cię
pocałowała, a tyś się nawet przed tym nie bronił. Że też byłam taka głupia i nic
wcześniej nie widziałam.
Różowowłosa odwróciła się na pięcie nie chcąc
więcej oglądać jego, w jej mniemaniu, zakłamanego oblicza i cichutko łkając,
szybko zaczęła się oddalać. Miała w głowie mętlik. Nie mogła uwierzyć, że
wypierał się wszystkiego, co sama widziała. Na dodatek łgał, jak mało kto…
Zmagała się z własnymi myślami, kiedy Uzumaki ją dogonił i łapiąc za ramię, błyskawicznie
odwrócił do siebie przodem. Dziewczyna automatycznie, nawet na niego nie
patrząc, zaczęła się wyrywać, lecz blondyn skutecznie ją obezwładnił,
delikatnie wykręcając jedną rękę do tyłu.
- Puszczaj, draniu!
- Sakura-chan, proszę… Wysłuchaj mnie.
Wolną ręką złapał kunoichi za podbródek, po czym
zbliżył swoją twarz i zwalniając skrępowane ramię, namiętnie ją pocałował.
Zielonooka momentalnie przestała się rzucać, w całości oddając się
przyjemności, jaka płynęła z wykonywanej przez blondyna czynności. Kiedy
wydawało się, że Naruto już nigdy nie pozwoli jej na zaczerpnięcie powietrza,
nagle odkleił się od niej i następnie, szybko do siebie przytulił. Dziewczyna
znów nie mogła się ruszyć, lecz tym razem nic nie zrobiła. Jedynie zamknęła
oczy tuląc policzek do piersi chłopaka i wyciszyła umysł.
- Źle zinterpretowałaś to, co widziałaś. Yumiko
wcale mnie nie podrywała, a ja jej nie uwodziłem. Zaś ten pocałunek w policzek,
to była tylko niewielka nagroda, jaką postanowiła mnie obdarować. Dziękowała mi
za odnalezienie i zaopiekowanie się Miyoko, po za tym ona ma już męża i wątpię,
żeby chciała go opuścić. – Wyjaśnił, a Haruno grzecznie słuchała. – Z resztą,
ja nie mógłbym tego zrobić wobec ciebie, Sakura-chan. Nawet nie wiesz, jak
twoja obecność wpływa pozytywnie na moje samopoczucie. Gdybyś dziś, wczoraj i
we wszystkich innych dniach mi nie towarzyszyła, Kami-sama jeden wie, co bym
zrobił szalonego. Jesteś dla mnie najważniejsza, kocham cię nad życie i nie
wiem, co bym zrobił, gdym Cię stracił. Nigdy nie powinnaś być zazdrosna o
kogokolwiek. Jesteś jedyną, którą kocham i nigdy nie będzie inaczej. Liczysz
się tylko ty.
Kiedy skończył, zapadła pełna napięcia cisza.
Stali wtuleni w siebie po środku wielkiego ogrodu skąpanego w promieniach
przedpołudniowego słońca, a delikatne podmuchy wiatru raz po raz się o nich
obijały. Niebieskooki sam już nie wiedział, jak jeszcze mógłby sprawić, by mu
uwierzyła i porzuciła swoje niedorzeczne oskarżenia. Medyczka zaś długo nic nie
mówiła, co wkrótce zaczęło Uzumakiego poważnie martwić.
- Saku…
- Naruto, przepraszam. – Sakura w końcu, po paru
minutach zebrała się na odwagę i odezwała się spokojnym, nieco zamyślonym, ale
przede wszystkim, skruszonym głosem. – Ja też Cię kocham i również nie wyobrażam
sobie życia bez ciebie, lecz już kilka razy dałeś mi powody do myślenia, że Cię
straciłam i dlatego widząc was… Co innego mogłam pomyśleć? Chyba Cię to nie
dziwi, co?
- Nie.
- No właśnie, więc…
- SENSEI!!!
Nagle oboje usłyszeli wrzask dobiegający z
wnętrza dōjō.
Naruto momentalnie wypuścił różowowłosą z miłosnego uścisku i czym prędzej
pobiegł w tamtym kierunku, a Sakura podążyła za nim. Jak tylko wpadł do środka
z kataną w dłoniach gotową do walki, szybko się rozejrzał, lecz niczego nie
dobrego nie dostrzegł. Niepokój rozbudziło w nim inne, znacznie poważniejsze
spostrzeżenie… Nigdzie nie widział swojej uczennicy.
- Miyoko, gdzie jesteś!? – Krzyknął.
- Tutaj! – Usłyszał radosną odpowiedź dobiegającą,
jakby od strony sufitu. Gdy przeniósł spojrzenie w tamtym kierunku, od razu dostrzegł
szeroko uśmiechniętą ośmiolatkę zwisającą głową w dół, nogami przyczepioną do
jednej z belek podtrzymujących dach. Dziewczynka, choć mokra od wysiłku i lekko
potłuczona, aż promieniała dumą i szczęściem z pomyślnie wykonanego zadania.
Naruto od razu się rozluźnił.
- Brawo, Miyoko! – Schował broń, klasnął rękami
w geście pochwały i sięgnął do torby uczepionej na biodrze, dodając: – Teraz
proszę, zejdź do mnie. Mam coś dla ciebie.
NEXT
COMING SOON…
*dōjō (jap.) – zadaszona sala
treningowa
~
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Wielki
Original Concept by Masashi Kishimoto
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz